Bruksela

06:00

Follow my blog with Bloglovin

Cześć! Chciałam Wam dzisiaj przedstawić kilka ( a nawet i więcej) zdjęć z wycieczki, jaką moja klasa wygrała w plebiscycie na "najsympatyczniejszą klasę maturalną" organizowanym przez Echo Dnia.
Wyjechaliśmy 21 czerwca, po czym przetrwaliśmy 20 godzin jazdy autobusem. Kierowca lubił bawić się z nami w "ciepło- zimno". Nie wiem na czym polegał jego problem z ustawieniem odpowiedniej temperatury wewnątrz pojazdu ale nas to całkowicie nie bawiło, kiedy raz musieliśmy okrywać się wszelkiego rodzaju kurtkami (nadal marznąc) a następnie ocierać pot z czoła. I tu wcale nie żartuję - mojej koleżance podgrzała się bułka z kotletem (kto by się spodziewał, że można gotować w autobusie). Dodatkowo trasa przebiegała pomiędzy lasami. Wyobrażacie sobie, że przez jakieś 15 godzin obserwujecie wszelkiego rodzaju krzewy, drzewa oraz mniejsze roślinki?? Z moich badań nad roślinnością w 3 krajach: Niemczech, Holandii i Belgii wynika że najbardziej zadbane lasy występują w Holandii. O, wprowadziłabym Was w błąd. Co jakieś 1,5h pojawiały się gospodarstwa i (UWAGA) czasem można było dostrzec zwierzęta! :)
Moim znajomym podczas podróży, niewątpliwie pomogły Kenigery- napój bogów. ;)
Do Belgii wjechaliśmy około 9 rano, a o 12 już byliśmy w Brukseli. Obrzeża miasta zauroczyły mnie swoją skromnością i porządkiem. Przed każdym domkiem rosły róże, a wszystko dookoła było zadbane i na swoim miejscu. Przejechaliśmy niezliczoną ilość skrzyżowań, uliczek itp, po czym dotarliśmy do Chapelle Kapelle - miejsca gdzie znajdował się nasz hostel.
Trafiliśmy w idealny dzień, ponieważ obok w skateparku odbywała się impreza dubstepu. I tam okazało się, że jak człowiek chce to i do tego rodzaju muzyki potrafi tańczyć. Spora grupa ludzi wręcz była w transie słuchając rytmicznego dudnienia co sprawiało, że nawet w tak ciężkim brzmieniu można dostrzec pozytywy. 
Na końcu postu znajdziecie również filmik z wycieczki! :)






 
Po szybkim prysznicu (którego nie było w naszym pokoju - tylko u nas! ) przyszła pani przewodnik, która oprowadzała nas po Brukseli. Kto słuchał, ten słuchał. Ja należałam do grupy osób robiącej non stop zdjęcia. Zachwycałam się witrynami sklepowymi, jak i tamtejszą architekturą, która trzeba przyznać robi ogromne wrażenie.























Zwiedzanie zakończyło się o 19 i wymęczeni (tylko niektórzy) powróciliśmy do hostelu. Grzechem byłoby nie skorzystać z okazji i nie zasmakować nocnego życia w Brukseli, toteż wraz z dziewczynami wyszłyśmy na miasto. Pewnie nie zdziwi Was fakt, że się pogubiłyśmy w bardziej i mniej uroczych uliczkach przy czym jakimś cudem zrobiłyśmy kółko znajdując się znów w punkcie wyjścia. Na szczęście nasz hostel był usytuowany w dość charakterystycznym miejscu, co pozwoliło nam (po kilku zaczepionych przechodniach) odnaleźć drogę powrotną. 
A! Polecam tamtejsze Mojito. Było o niebo lepsze od tych, które wcześniej piłam. :)
W hostelu znajdował się również bar, gdzie mogliśmy potańczyć i pośpiewać - w repertuarze znalazły się również polskie piosenki.
KONIEC DNIA I

W sobotę (po paru godzinach snu) pojechaliśmy zwiedzać dalsze rejony Belgii. Pierwszym obiektem było Atomium - monumentalny model kryształu żelaza, powiększony miliardy razy, mieszczący się na przedmieściach Brukseli.










Następnie zobaczyliśmy Chiński Dom, którego niestety nie mam całego na zdjęciu ale może zrekompensuje to mina Krzyśka na poniższym zdjęciu (gwałciciel) :)


 Następnie czekała nas dłuższa podróż, po czym znaleźliśmy się w Oostende nad Morzem Północnym! Znów mogłam podziwiać piękne nadmorskie kawiarenki, morskie fale i uciekać przed mewami (które w pewnym sensie były zabawne, kiedy zmagały się z wiatrem, który je znosił lub nie pozwalał lecieć do przodu). Na miejscu mieliśmy czas na posiłek, na który każdy z nas dostał 10 euro! Było to niemałym ale bardzo miłym zaskoczeniem. 









Podczas powrotu do autokaru, kupiłyśmy z dziewczynami owoce morza aby po raz pierwszy (w moim przypadku też pewnie ostatni) spróbować tych różności pływających bądź pełzających w morzu. Najgorsze było przełknięcie krewetki, która wyglądała jak larwa i była hm... żylasta. Wolę je w panierce! Jednak spróbowałam tego, i mogę odhaczyć tą czynność na liście "rzeczy do zrobienia".
Kolejnym i ostatnim miejscem było miasto - Brugia, przepełnione licznymi kanałami, uroczymi sklepami ze słodyczami i (co niezbyt ciekawe do zwiedzania) zabytkowymi kościołami. 









 Powróciwszy do hostelu, czekała nas niemiła niespodzianka. Obsługa z każdego z pokoi zabrała alkohol, który w ich mniemaniu (słusznie i niesłusznie) był spożywany na jego terenie. Zrobiła się niemała afera, jednak utraconych rzeczy nie udało się odzyskać do dnia następnego kiedy to mieliśmy wracać.
 Ale i tak tego wieczoru JAKOŚ SOBIE PORADZILIŚMY :>

KONIEC DNIA II

Ostatniego dnia (znów po paru godzinach snu) zwiedziliśmy dzielnicę Europejską, byliśmy w ambasadzie oraz w Europarlamencie. Ciężko mi nazwać to ciekawym doświadczeniem. Nic na to nie poradzę, że nudzą mnie informacje o budżecie Unii Europejskiej i tym podobne sprawy. Zakończę więc swoje przemyślenia na ten temat i przejdę do pokazania Wam zdjęć. 










Na ostatnim zdjęciu możecie zobaczyć największego "zgona" wycieczki :)
Mam dla Was również filmik pokazujący w pewnym stopniu nasz wyjazd, mam nadzieję że się spodoba :) Polecam go otworzyć na You Tube.


You Might Also Like

0 komentarze

INSTAGAM

Subscribe